oaza.pl
Światło-Życie

Strona główna · Rok wiary · O Ruchu: Świadectwa · Kalendaria: Rekolekcje · CDOR · Diakonie · Stowarzyszenie DIAKONIA · Dokumenty i materiały · Wydawnictwo · Czasopisma · Rozmaitości · Przegląd wydarzeń · e-KARTKI · Poczta przez WWW · Powiadomienie o nowościach · Kontakty · Kalendarz

 
Szukanie zaawansowane / Indeksy
Temat pracy rocznej:
13/14: Narodzić się na nowo
Domowy Kościół Krucjata Wyzwolenia Człowieka Ks. Franciszek Blachnicki
Nasz słownik

Śpiewy liturgiczne - utwory nadające się do śpiewania w czasie liturgii.

Namiot Światła

ORDJ - Oaza Rekolekcyjna Diakonii Jedności

Nasze strony

Diecezjalna Diakonia Muzyczna w Krakowie

Diecezjana Diakonia Liturgiczna w Zielonej Górze

Diecezjalna Diakonia Oaz Rekolekcyjnych w Katowicach

Jawnogrzesznica

Ewangelia to nie jest tylko historia, to nie tylko zbiór opowiadań o tym, co się stało kiedyś, dawno i daleko stąd. Ewangelia jest historią życia każdego z nas. Każdy może tam odnaleźć siebie. Ewangelia jest historią Boga, który stał się Człowiekiem, który wszedł w historię. W tej historii jesteśmy wszyscy obecni, bo Chrystus objął swoim wzrokiem każdego z nas i każdego z nas włączył w swoją historię, w swoje życie. Dlatego postacie ewangeliczne są tylko obrazem tego, czym my sami jesteśmy w stosunku do Chrystusa. I tak musimy odczytywać Ewangelię. Zróbmy to dzisiaj, spróbujmy odnaleźć siebie w historii przed chwilą tutaj odczytanej.

Możemy siebie odnaleźć w trzech momentach tej historii. Jesteśmy obecni na etapie pierwszym: niewiasta otoczona przez oskarżycieli, którzy patrzą na nią pełni nienawiści i jakiejś ukrytej radości, że wreszcie mogli ją przyłapać na grzechu i oskarżyć. Znajdźmy siebie wśród oskarżycieli. To przecież my tak postępujemy. Ile razy w ciągu dnia otwieramy usta, żeby kogoś obmówić, nazwać złodziejem, oszustem, kłamcą, obłudnikiem. Ile razy powstaje w naszym sercu radość, że mogliśmy mu powiedzieć, co o nim myślimy. Musimy sobie ulżyć: kogoś obedrzeć z dobrego imienia, opowiedzieć o nim wszystko, co złego o nim wiemy. Nawet nie sprawdzamy, czy to jest prawda. Mogło tak być. Wszyscy jesteśmy takimi oskarżycielami. Najwięcej popełniamy takich grzechów: samozwańczo stając się sędziami swoich bliźnich, a przecież jest powiedziane w Ewangelii: ,,Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni. Jakim sądem sądzicie, takim będziecie sami osądzeni'' (por. Mt 7, 1-2). Nie lękajmy się tych słów: ,,jakim sądem''... Wczujmy się w tę sytuację...

Nauczycielu, ten człowiek zgrzeszył, zasłużył na karę, trzeba go ukamienować. A Chrystus, który jeden ma prawo sądzić i który przyjdzie kiedyś sądzić żywych i umarłych, milczy. ,,Co Ty sądzisz o tym?'' Chrystus milczy, a potem zaczyna coś pisać palcem na ziemi. Wzrasta zaniepokojenie. Co On tam pisze na piasku? I nagle przyszło olśnienie, które napełniło ich lękiem i strachem. ,,Wiem, co On pisze! On pisze na piasku moje grzechy, On mnie przenika, On zna moje grzechy!'' I to napełniło ich takim przerażeniem, że jeden po drugim zaczęli się wycofywać. Nie mogli wytrzymać tego wzroku, który ich przeniknął.

,,Kto z was jest bez grzechu, niechaj pierwszy rzuci na nią kamień'' (J 8, 7).

Kto z nas jest bez grzechu, kto z nas zdobędzie się jeszcze na tę odwagę, żeby potępiać? Ale jest Ktoś, kto zna twoje grzechy, przed Nim nic nie jest zakryte. On może napisać na piasku, może wyjawić, co wie o tobie. A ty myślisz, że nikt nic nie wie, że to jest twoja tajemnica.

Została sama niewiasta. Wczujmy się teraz w jej sytuację. Ona wyobraża nas. Jak my się czujemy, kiedy wyjdą na jaw nasze grzechy? Może jeszcze nie wyszły, ale przeżyliśmy już nieraz taką chwilę zawstydzenia. Nie chcielibyśmy tego już przeżywać drugi raz. Pomyśl teraz... Zamknij oczy i przypomnij sobie to, czego się najwięcej wstydzisz, o czym nikt nie wie. Może to wyznałeś na spowiedzi, ale może wyznałeś to tak, że nie bardzo wiadomo było, o co chodzi, tak ogólnikowo. I wyobraź sobie, że to, co głęboko chowasz jako tajemnicę, o czym nikt nie wie, o czym nie śmałbyś nikomu powiedzieć, że to nagle znajduje się na ekranie telewizyjnym. Zobaczysz siebie z tym czynem, którego się wstydzisz, a wokół będą stali ludzie, każdy z nich będzie pokazywał na ciebie palcem. Kto z nas chciałby się znaleźć w takiej sytuacji?

Przed nami wystraszona niewiasta. Ale oto Ten, który miał ją osądzić, najpierw osądził jej oskarżycieli i sprawił że wszyscy odeszli. ,,Niewiasto, gdzie są ci, co ciebie oskarżyli? Nikt ciebie nie potępił?'' Kobieta ze zdumieniem stwierdza: ,,Panie, nikt mnie nie potępił'', ale jeszcze ciągle z lękiem oczekuje, co teraz usłyszy. Przecież On wszystko wie! I oto słyszy słowa, których się nie spodziewała. Słowa, które brzmią jak najwspanialsza muzyka: ,,I Ja ciebie nie potępiam. - Idź i nie grzesz więcej''. Idź w pokoju. Nikt cię nie potępił i Ja ciebie nie potępiam, bo ja przyszedłem na świat, nie żeby sądzić, ale żeby zbawiać.

Bóg posłał swojego Syna nie po to, żeby sądził, ale po to, żeby zbawiał świat. ,,Przyszedł Syn Człowieczy szukać i zbawiać to, co było zginęło'' (Łk 19, 10). Tak mówi Chrystus do każdego z nas: Ja cię nie potępiam, bo ja przyszedłem, nie żeby sądzić, ale żeby cię zbawić, żeby cię uwolnić od tego ciążaru, żeby wymazać tę straszną tajemnicę. Nigdy to nie wyjdzie na jaw. Ja mam moc, żeby to zniszczyć, wymazać, unicestwić. Bóg przez Chrystusa gładzi nasze grzechy. Gładzi, to znaczy, że ich nie ma. One topnieją jak śnieg na słońcu. ,,Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją'' (Iz 1, 18). Kiedy wyznam Chrystusowi swoje grzechy i kiedy On mi je odpuści, jestem czysty jak nowo narodzone dziecko.

Jacy my jesteśmy często nierozsądni, wobec Chrystusa, naszego Zbawiciela, który przyszedł zgładzić nasze grzechy, odpuścić je, wymazać, pozwolić nam zacząć nowe życie. Jacy my jesteśmy często niemądrzy.

Przypuśćmy, że ktoś był na imieninach u przyjaciela i wypił jeden kieliszek i drugi, i gdy wsiadł do samochodu, spowodował wypadek. Przyjeżdża pogotowie. Przypuśćmy, że w tej sytuacji, powstaje w nim taka myśl: co to będzie, gdy ten lekarz mnie zobaczy, pozna, że piłem alkohol. Lepiej było nie wzywać lekarza. Może zatrzymać pogotowie, bo jak ja będę wyglądał? Kto z nas tak postąpi w takiej chwili? Każdy wie, że w tej chwili potrzebuje lekarza. Lekarz nie będzie pytał, czy ty byłeś winny, czy kto inny, czy byłeś lekkomyślny albo pijany. Lekarz jest po to, żeby ratować, żeby zatrzymać krwotok, złożyć złamane kości, założyć opatrunek. Nikt się nie boi iść do lekarza.

Ale kiedy mamy iść do lekarza naszej duszy, gdy się mamy z Nim spotkać w Komunii św., to wielu z nas mówi: nie mogę iść do Pana Jezusa, bo przecież zgrzeszyłem, bo się zdenerwowałem, bo takie myśli są we mnie niedobre. Jak mogę iść do Pana Jezusa, skoro jestem chory. A przecież Chrystus powiedział, że: ,,Nie ludzie zdrowi potrzebują lekarza, ale ludzie chorzy, źle się mający. Nie przyszedłem powoływać sprawiedliwych ale grzeszników'' (por. Łk 5, 31). Zasiadał z faryzeuszami, celnikami, przyszedł do domu Zacheusza. ,,Dzisiaj stało się zbawienie temu domowi, bo Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawiać to, co zginęło'' (Łk 19, 9-10). Taki jest nasz Bóg, Jezus Chrystus, taki jest nasz Zbawiciel.

Chrystus przyszedł, żeby nam objawić Boga, takiego Boga. Dlatego powiedział nam tę przepiękną przypowieść o synu marnotrawnym, o miłosiernym ojcu, który wygląda czy syn nie wraca. A gdy go dostrzega wracającego wybiega mu na spotkanie. Nie czyni mu wyrzutów, o wszystkim zapomina, raduje się, że odzyskał syna. Dobry Pasterz, który szuka jednej owcy zostawiając dziewięćdziesiąt dziewięć tych, które w tej chwili nie potrzebują opieki. Bierze tę zagubioną owieczkę w ramiona nie po to, żeby wymierzyć jej karę, czynić wyrzuty, lecz cieszy się, że ona wróciła. W Chrystusie objawia się nam taki właśnie Bóg.

Posłuchajmy przypowieści o synu marnotrawnym w nowej formie. Tak opowiadali ją nasi przyjaciele z Ameryki. Dzieje się to w pociągu. W przedziale siedzi młody człowiek wraz z drugim przypadkowo spotkanym pasażerem. Młody człowiek zwierza się w rozmowie: Wracam z więzienia po odsiedzeniu kary. Prowadziłem przedtem złe życie. Moi rodzice musieli się mnie wstydzić, wyparli się mnie. A ja chcę wrócić do nich. Chcę rozpocząć nowe życie. Jak rodzice mnie przyjmą? Boję się tego spotkania. Jadę dzisiaj do domu. Przedtem napisałem list do rodziców. Chcę wrócić, ale wiem, że macie prawo mnie odtrącić. Nie wiem, czy mnie przyjmiecie. Boję się tego spotkania, dlatego proszę, jeżeli chcecie mnie przyjąć z powrotem, to dajcie mi znak. Gdy będę wracał do domu, pociąg będzie przejeżdżał obok naszego domu. Jeżeli chcecie, żebym wrócił, to na drzewie przed naszym domem wywieście białą chustkę. Będę patrzył przez okno, jeżeli będzie biała chustka, to będę wiedział, że w domu czeka mnie przebaczenie. Tak opowiada ten młody człowiek, a pociąg zbliża się do jego rodzinnej miejscowości. ,,Bardzo się boję, nie będę patrzył, bo może nie będzie znaku. Może ty - zwraca się do pasażera - popatrzysz?'' I ukrył twarz w dłoniach. Nagle słyszy, jak jego towarzysz woła: ,,Chodź, zobacz!'' Zdobył się na odwagę, spojrzał i zobaczył coś wspaniałego: nie tylko jedną białą chustkę, ale całe drzewo przybrane białymi chustkami. Na każdej gałęzi wisiała chustka. To był znak, że ojciec i matka czekają z przebaczeniem.

To jest tylko słaby obraz tego, co się dzieje między nami a Bogiem. ,,Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego dał'' - wydał na śmierć krzyżową. Chrystus rozpięty na krzyżu, przed nami, to słowo miłości Ojca. ,,Ojcze, przebacz im, bo oni nie wiedzą, co czynią'' (Łk 23, 34). Nikt nie ma takiego grzechu, który by nie mógł być zgładzony. Chrystus czeka, abyś Mu zawierzył, nie tylko, abyś Mu uwierzył, ale także zawierzył.

Aby ukazać różnicę między uwierzeniem a zawierzeniem. Opowiem jeszcze inny przykład. Kiedyś pewien człowiek rozwiesił linę nad wodospadem Niagara i chodził po niej. Nad brzegami stał tłum zainteresowanych ludzi. Zapytał ich: Wezmę teraz taczkę i będę ją pchał po linie, tam i z powrotem. Czy wierzycie, że to zrobię? Wszyscy odpowiedzieli: wierzymy. I uczynił to. Po powrocie zapytał: a może teraz kogoś z was przewiozę na taczce? Czy wierzycie że mogę to zrobić? Wszyscy zawołali, że wierzą. A może ktoś tu przyjdzie i siądzie na taczce? Nikt nie podszedł. Oni wierzyli, ale nie zawierzyli... Bo to co innego: uwierzyć i zawierzyć.

Wierzę w Boga, wierzę w Ewangelię, wierzę w Jezusa Chrystusa, nie mam nic przeciwko temu - tak wielu mówi. Księża są mądrzy, teologii się uczyli, widocznie tak musi być. Co mnie to w końcu obchodzi, co to znaczy dla mojego życia. Wierzę, ale nie mogę zawierzyć. A zawierzyć to znaczy oddać siebie w ręce miłości Boga, oddać Chrystusowi swój grzech, oddać wszystkie problemy, niepokoje, zawierzyć, przyjąć Go jako swojego Zbawiciela. Łatwo wierzyć, że Chrystus jest Zbawicielem świata, a jak trudno Mu zawierzyć, że jest także moim Zbawicielem. On mnie zbawił, On mnie kocha, On moje grzechy bierze na siebie, On moje grzechy odpuszcza, On chce być dla mnie bliski, On chce wejść w moje życie, chce wziąć na siebie moją egzystencję. Chce mnie przeprowadzić bezpiecznie do pełni życia, do życia wiecznego. On przyszedł po to, byśmy mieli u Niego obfite życie. To znaczy zawierzyć.

Do tego jesteśmy dzisiaj wezwani - żeby zawierzyć. Nie żeby uwierzyć, bo wierzymy od dawna. Jeszcze jednak nie zawierzyliśmy Chrystusowi, jako osobistemu Zbawcy, jeszcze nie oddaliśmy Mu swojego życia, grzechów, niepokojów. Jeszcze nie uwierzyliśmy, że On i do nas mówi: Ja ciebie nie potępiam, wróć do domu Ojca. Do tego nas Chrystus wzywa.

Jeżeli jeszcze nie zawierzyłeś Chrystusowi, zrób to dzisiaj. To jest bardzo proste. A na znak, że podjąłeś taką decyzję, za chwilę, kiedy skończymy naszą ewangelizację, podejdź do przodu. Pójdziemy do salki, gdzie zbierze się więcej tych, którzy w ten sposób chcą przyjąć Chrystusa. Umówimy się na poświąteczne spotkania, raz w tygodniu, żeby się modlić, żeby lepiej poznać Ewangelię, żeby się umacniać na tej drodze. Bo ta droga nie jest łatwa, bo będą na niej pokusy, próby odejścia. Jest jednak wielu ludzi, którzy na niej chcą sobie wzajemnie pomagać. Dlatego wzywamy nie tylko do podjęcia decyzji, ale także żeby ją wyrazić zewnętrznie, wobec innych, ażeby ich zachęcić, pociągnąć.

Jeżeli na tej drodze znajdziemy Chrystusa, to podzielmy się tym z innymi, aby oni także mogli znaleźć nowe życie, darowane przez Jezusa Chrystusa, bo nie możemy tego daru zatrzymać dla siebie.

Modlitwa:

    Panie, Ty znasz moje serce. Nic nie jest przed Tobą zakryte. Ty znasz moje grzechy i moją niewierność, wątpliwości i cierpienia. Panie, chcę dzisiaj na nowo zawierzyć Twojej miłości. Oddaję Ci wszystko: moje grzechy, niepokój, wątpliwości, to co mnie przygniata i odbiera mi radość, bo to tylko jest naprawdę moje. Wszystko składam w Twoje ręce, uznaję, że jesteś moim Panem, że jesteś moim Lekarzem i Zbawcą. Usuń z mojego serca wszelki cień braku zaufania, wątpliwości. Ześlij w moje serce Ducha Twojego. Niech ten Duch zbliży mnie do Ciebie. Przyjmij, o Panie, dzisiaj na nowo moje zawierzenie. Bądź moim Panem i Zbawicielem. Amen.

ks. Franciszek Blachnicki
Dod. Ks. Arkadiusz Rakoczy dnia 27-02-2007 o godz. 14:36

Komentarze:

1. Redakcja serwisu oaza.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczanych komentarzy ani się z nimi nie utożsamia. 2. Komentarze są wprowadzane przez internautów w sposób niezależny od Redakcji i jako takie nie stanowią części serwisu obsługiwanego przez Redakcję. 3. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia lub wstrzymanie niektórych komentarzy bez podania przyczyn. W szczególności dotyczy to kometarzy zawierających treści, które mogą być odebrane jako obraźliwe lub nie są związane z tematem. 4. Każdy czyta komentarze na własną odpowiedzialność.

 
Tytuł:
Treść:
Podpis:
Kod:kod
Możesz edytować swój komentarz przez 15 min. po dodaniu.

Zobacz także:

Radość Ewangelii (13-05-2014)

Rocznica powrotu Ojca (1-04-2014)

Otwórzcie drzwi Chrystusowi (27-03-2014)

Jak na oazie z Ojcem Franciszkiem (13-03-2014)

Wydawnictwo Światło-Życie zaprasza! (8-03-2014)

© DKS Ruchu Światło-Życie. Redakcja merytoryczna: redakcja@oaza.pl. Redakcja techniczna: webmaster@oaza.pl
Informacja o cookies.
Contact our HP Department if you are desperate to get black listed.